Partnerzy strategiczni
Orlen
Kanada dołącza do wyścigu o polski atom. CANDU jako możliwe uzupełnienie programu jądrowego

Wejście Kanady z ofertą technologii CANDU poszerza debatę o drugim etapie polskiego programu jądrowego. W zestawieniu z amerykańskim AP1000 i francuskim EPR pokazuje to, że atom w polskiej polityce energetycznej przestaje być pojedynczym projektem, a zaczyna być projektowany jako wieloetapowa strategia bezpieczeństwa i stabilności systemu

Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) we współpracy z Westinghouse przygotowuje budowę pierwszej elektrowni jądrowej w naszym kraju (więcej na ten temat w artykułach o modelu finansowania i czy pieniądzach, które wyłożymy z budżetu). Projekt ma bazować na reaktorach w technologii AP1000. Natomiast budową elektrowni jądrowej w drugiej lokalizacji interesują się Francuzi z EDF, oferując technologię EPR. Z wyścigu w międzyczasie wypadł koreański dostawca KHNP. Obecnie natomiast dyplomatyczną ofensywę w Warszawie prowadzą Kanadyjczycy, którzy chcą zaoferować Polsce swoją technologię CANDU.

Przeczytaj też: Polski atom nie wytraca tempa

Czym konkretnie jest rozwiązanie oferowane przez Kanadę? Skrót CANDU pochodzi od Canadian Deuterium Uranium i odnosi się do opracowanej w Kanadzie technologii reaktorów jądrowych, która w odróżnieniu od amerykańskiej technologii AP1000 i francuskiej EPR wykorzystuje ciężką wodę (deuter) jako moderator. Reaktory CANDU mogą pracować na paliwie naturalnym, niewzbogaconym, co ogranicza zależność od infrastruktury wzbogacania uranu, uznawanej za wrażliwą z punktu widzenia bezpieczeństwa, i zmienia logikę bezpieczeństwa paliwowego w całym cyklu życia elektrowni.

Wejście Kanady do rozmów o polskim atomie nie oznacza automatycznego przetasowania w przyjętym już harmonogramie budowy pierwszej elektrowni jądrowej. Jest jednak sygnałem, że program jądrowy w Polsce wchodzi w kolejną fazę – chodzi nie tylko o jeden konkretny projekt na Pomorzu, a bardziej o całą strategię rozwoju atomu w Polsce. Coraz wyraźniej widać, że Warszawa nie chce opierać całego projektu wyłącznie na jednym dostawcy i jednej technologii, lecz rozważa scenariusz dywersyfikacji źródeł, kompetencji i ryzyk.

CANDU. Czym wyróżnia się kanadyjska technologia

Technologia CANDU, rozwijana od dekad przez kanadyjski przemysł jądrowy, nie tylko zasadniczo różni się od reaktorów lekkowodnych oferowanych Polsce dotychczas. Oznacza to mniejszą zależność od globalnych łańcuchów wzbogacania uranu i potencjalnie większą elastyczność paliwową w długim horyzoncie. W realiach rosnących napięć geopolitycznych i coraz częściej podnoszonych kwestii bezpieczeństwa dostaw staje się to argument, którego nie można zignorować.

CANDU bywa także postrzegany jako technologia „drugiego etapu” – uzupełniająca duże projekty realizowane w oparciu o reaktory lekkowodne (EPR i AP1000). Może znaleźć zastosowanie w kolejnych lokalizacjach, w których liczy się stabilna praca w podstawie systemu i możliwość stopniowej rozbudowy mocy. Dodatkowym atutem jest potencjał wykorzystania paliwa pochodzącego z recyklingu, w tym zużytego paliwa z reaktorów lekkowodnych, co w długiej perspektywie może mieć znaczenie dla polityki gospodarowania odpadami promieniotwórczymi.

Polityczny i negocjacyjny wymiar kanadyjskiej oferty

Nie bez znaczenia, jak w przypadku każdej technologii jądrowej, pozostaje również wymiar polityczny kanadyjskiej oferty. Kanada, jako państwo G7 i bliski sojusznik Polski w ramach NATO, postrzegana jest jako stabilny i przewidywalny partner, szczególnie jeśli chodzi o strategiczne technologie. Z punktu widzenia państwa budującego program jądrowy od podstaw oznacza to mniejsze ryzyko regulacyjne, łatwiejszą współpracę instytucjonalną oraz większą kompatybilność z zachodnimi standardami bezpieczeństwa i nadzoru.

Sama obecność kanadyjskiej technologii w debacie działa również na korzyść strony polskiej w wymiarze negocjacyjnym. Im więcej na stole realnych, dojrzałych ofert, tym większa przestrzeń do rozmów o finansowaniu, udziale krajowego przemysłu i transferze know-how. Nawet jeśli CANDU ostatecznie nie trafi do pierwszego czy drugiego etapu programu jądrowego, jej wejście do gry wzmacnia pozycję Warszawy wobec pozostałych partnerów.

Przeczytaj też: Miliardy z KPO dla polskiego auta na prąd

Kanadyjska ofensywa dyplomatyczna pokazuje, że polski atom przestaje być postrzegany wyłącznie jako pojedynczy projekt infrastrukturalny. Coraz częściej traktowany jest jako element szerszej strategii bezpieczeństwa energetycznego, przemysłowego i geopolitycznego. A to oznacza, że decyzje technologiczne będą oceniane nie tylko przez pryzmat kosztów i terminów, lecz także odporności systemu, elastyczności paliwowej i stabilności międzynarodowych partnerstw.

Foto: ME. Minister energii Miłosz Motyka (z lewej) oraz minister energii i zasobów naturalnych Kanady Tim Hodgson

KATEGORIA
ENERGIA
UDOSTĘPNIJ TEN ARTYKUŁ

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies