
Globalna sprzedaż aut elektrycznych zbliża się do 17 mln rocznie. Jeszcze dekadę temu było to mniej niż milion. Rynek pokazuje jasno – elektromobilność nie jest modą ani ideologią, lecz efektem ekonomii i technologii
Debata o samochodach elektrycznych często bywa przedstawiana w kategoriach ideologicznych sporów. Tymczasem dane rynkowe pokazują coś zupełnie innego – elektromobilność rozwija się przede wszystkim dlatego, że zaczyna się po prostu opłacać. Globalna sprzedaż samochodów elektrycznych zbliża się dziś do 17 mln sztuk rocznie, podczas gdy jeszcze dekadę temu wynosiła mniej niż milion. Jak podkreśla analityk BloombergNEF Colin McKerracher, nie jest to cykl koniunkturalny, lecz trwała zmiana struktury rynku motoryzacyjnego.
Przeczytaj też: Elektromobilność bez iluzji
Za tą zmianą stoi przede wszystkim rewolucja kosztowa w bateriach. W 2010 roku pakiety litowo-jonowe kosztowały ponad 1100 dolarów za kWh. Dziś ich cena spadła poniżej 150 dolarów. To właśnie ten spadek kosztów umożliwił masową produkcję samochodów elektrycznych i stopniowe obniżanie cen pojazdów. Wbrew popularnym opiniom nie subsydia okazały się decydujące – kluczowa była technologia i skala produkcji.
Centrum tej transformacji są dziś Chiny, które odpowiadają za ponad połowę globalnej sprzedaży samochodów elektrycznych i wyznaczają tempo rozwoju technologii oraz presji cenowej. Europa i Stany Zjednoczone próbują nadrabiać dystans poprzez politykę przemysłową, wsparcie lokalnej produkcji i budowę własnych łańcuchów dostaw baterii. Rynek wchodzi jednak w kolejną fazę – selekcji. Nadpodaż mocy produkcyjnych, rosnąca konkurencja i presja cenowa sprawią, że przetrwają przede wszystkim firmy zdolne łączyć produkcję samochodów z systemem energetycznym – magazynowaniem energii, odnawialnymi źródłami i zarządzaniem popytem na prąd.
Przeczytaj też: Atom jednak jest dobry dla Europy
Dodatkowym argumentem przemawiającym za elektryfikacją transportu jest niestabilność rynków paliw kopalnych. Ostatnie napięcia geopolityczne i ataki na infrastrukturę energetyczną w rejonie Zatoki Perskiej ponownie przypomniały, jak wrażliwy jest globalny system dostaw ropy i gazu. Każde uderzenie w rafinerię, terminal eksportowy czy szlak transportowy natychmiast przekłada się na ceny surowców na światowych giełdach. W takich warunkach elektryfikacja transportu i rozwój lokalnych źródeł energii – od odnawialnych po magazyny energii – przestają być wyłącznie kwestią klimatu. Coraz częściej są postrzegane jako element bezpieczeństwa energetycznego i sposób na ograniczenie zależności od niestabilnych rynków paliw.
W tym sensie samochód elektryczny przestaje być wyłącznie produktem motoryzacyjnym. Coraz częściej staje się elementem infrastruktury energetycznej – mobilnym magazynem energii (przypomnę, że toczy się na ten temat dyskusja w UE), który może współpracować z siecią, domową instalacją fotowoltaiczną czy lokalną spółdzielnią energetyczną. Dlatego elektromobilność nie jest ideologią ani chwilową modą. Jest konsekwencją technologii, ekonomii i zmian w całym systemie energetycznym.
Źródło: BNEF