Partnerzy strategiczni
Orlen
Grzyby ze szpitalnych piwnic i portowe algi. Malmö ma przepis na transformację

Co kraj to obyczaj – i o ile w Polsce w kontekście klimatu mówi się o transformacji energetycznej, o tyle w Szwecji debata przebiega na innych płaszczyznach. Zamorski sąsiad naszego kraju jest w innym miejscu transformacji, więc może zająć się jednym z jej najbardziej skomplikowanych aspektów: rolnictwem i produkcją żywności.

Rolnicza nisza w portowym mieście

W trakcie Impact Week w Malmö, nadmorskie miasto, leżące nad cieśniną Sund, postanowiło pokazać, co dotychczas udało mu się w tym zakresie osiągnąć. Władze liczącego ponad 360 tys. mieszkańców miasta zdecydowały w 2023 roku, że Malmö ma stać się centrum zrównoważonej żywności.

Od zakładów produkcyjnych, przez zapraszanie lub zachęcanie do powstawania hubów i startupów, po rolnictwo regeneratywne – wszystkie działania mają skupiać się w tym mieście. Wszystko na rzecz lepszej i mniej szkodliwej dla środowiska oraz klimatu produkcji żywności, ale i – to trochę znak czasów – dla ogólnie rozumianego bezpieczeństwa żywnościowego. Bo choć Szwedzi i Szwedki nie obawiają się o brak prądu w gniazdku, to zbyt wiele żywności importują.

Przeczytaj też: Tusku, musisz! Apel do rządu, by zajął się klimatem na poważnie

Dlaczego akurat żywność? Jak mówił w rozmowie ze mną Ola Anderson, przedstawiciel miasta, specjalista ds. rozwoju biznesu w zespole Innowacji i Biznesu, decyzję o tym poprzedziły analizy różnych sektorów, które już działały w mieście. Jednocześnie brano pod uwagę, że pewnych ograniczeń Malmö nie przeskoczy. Tuż obok jest uniwersyteckie Lund, za cieśniną – Kopenhaga, a chodziło o to, aby znaleźć niszę, która nie tylko wyróżni miasto, ale będzie stanowić realną wartość dodaną.

(Ola Anderson, fot. Green-news.pl)

– Szybko stało się dla nas jasne, że musimy zaangażować się w ten złożony ekosystem produkcji żywności. Temat jest priorytetem na poziomie międzynarodowym, krajowym w Szwecji, jak i regionalnym. Widzimy tu wiele szans; uważamy, że to obszar przyszłościowy, w którym miasto może wzrastać – opowiada Anderson.

On sam wywodzi się z branży technologicznej, ale kilka lat temu postanowił podjąć się nowych wyzwań. – Nie możemy pracować z tą branżą tak, jak przyzwyczailiśmy się w sektorze technologicznym, ponieważ system żywnościowy jest niewydolny na wielu poziomach. Jeśli się nim nie zajmiemy, nasze nadrzędne cele klimatyczne legną w gruzach – mówi.

Jego zdaniem to energetyka i rolnictwo, a konkretnie postępy w tych sektorach, zdecydują o tym, czy uda się spełnić cele klimatyczne w 2030 i 2035 roku.

Kosmopolityzm Malmö ma w DNA

Czy – sięgając po rolnicze nawiązania – pomysł na produkcję żywności w mieście i okolicach trafił na podatny grunt? Program, który ma zapoczątkować rolniczo-produktową rewolucję rodem z Malmö dopiero się rozkręca.

Jednak jak przekonuje przedstawiciel miasta, odpowiednie zaplecze, kadry czy firmy już działają. Dla portowego Malmö, które odeszło od tradycyjnych nabrzeżnych biznesów (ciężki przemysł), a skupiło się na technologiach czy usługach, to ogromna szansa.

Anderson podkreśla, że miasto dynamicznie się rozwija i do 2050 roku będzie w nim żyło nawet pół miliona ludzi. Dodatkowym atutem może być jego kosmopolityczność, zaszyta w DNA Malmö. – Jesteśmy czwartym najbardziej międzynarodowym miastem na świecie – żyją tu przedstawiciele 187 narodowości. Działa u nas około 40 tysięcy firm, w większości małych, opartych na wiedzy i sektorze kreatywnym – chwali się.

Ponownie, co znamienne w ostatnim czasie, klimat i środowisko w opowieści o tych celach są gdzieś obok. W rozmowach o przyszłości rolnictwa podczas Impact Week i innych wydarzeń, na pierwszy plan wysuwano bezpieczeństwo żywnościowe i unikanie marnowania gruntów, ale i maksymalne wykorzystywanie potencjału tego, co miasto już posiada.

Działa tam Oatly, producent owsianego mleka, znany na całym świecie. Jest Sproud, o podobnym profilu, tyle że produkuje napoje roślinne na bazie żółtego grochu. Główną siedzibę mają tam piekarniany gigant Pågen czy producent klopsików Öresundschark. Baza doświadczonych firm już jest.

– Przeszliśmy drogę od miasta przemysłowego, budującego statki, do miasta opartego na wiedzy. Co istotne, nie mamy już zbyt wiele wolnych gruntów. Trudno jest powiedzieć: „Zbuduję fabrykę w Malmö”. Odsyłamy zainteresowanych do sąsiednich gmin – opowiada Anderson.

Morskie farmy alg, podziemne uprawy

W kwestii żywności i jej pochodzenia miasto przygotowało immersyjną wystawę. Zaczyna się od kilkunastuminutowego wprowadzenia do możliwej do wyobrażenia sobie dystopii przyszłości, w której jedzenie staje się najbardziej pożądanym produktem, a jego brak jest zapalnikiem niepokojów społecznych. Później przechodzi się do części, w której zaangażowani w odmianę przyszłości w Malmö pokazują alternatywy. Niektóre brzmią jak trudne w realizacji przedsięwzięcia, choć nie z gatunku science fiction.

(Element wystawy, fot. Green-news.pl)

– Badamy możliwości wykorzystania pustych piwnic. Mamy na przykład podziemne obszary pod starym szpitalem, które stoją puste – to idealne miejsce na uprawę grzybów. Nie chcemy marnować żadnej przestrzeni – wylicza Anderson. Pomysłów na pozyskiwanie żywności – w dodatku zrównoważonej – jest wiele, to choćby ta pochodząca z morza i wody. Miasto szykuje różne projekty pilotażowe jak hodowla alg czy małży, a także budowę farm rybnych na lądzie.

Są też bardziej przyziemne zadania i projekty. – Prawie każdy wydział w Malmö jest w jakiś sposób związany z żywnością. Szkoły publiczne mają obowiązek serwowania posiłków, więc są dla nas świetnym miejscem do testowania nowych podejść. Jednym z wyzwań jest to, że Szwedzi tradycyjnie nie uprawiają jedzenia w przydomowych ogródkach, bo nie musieliśmy tego robić – opowiada Anderson.

W 2035 miasto ma zamiar doprowadzić do sytuacji, w której 30% żywności spożywanej na jego terenie będzie mieć związek z Malmö. – Wyznaczyliśmy sobie misję: „Za 10 lat 30% tego, co jemy, powinno być dystrybuowane, produkowane i sprzedawane w granicach miasta” – podsumowuje Anderson. Pod uprawy mają zostać zaadaptowane piwnice i tereny miejskie, ale i dachy.

Przeczytaj też: Koniec hodowli zwierząt na futra w Polsce

– Chcemy być miastem przygotowanym, odpornym, bezpiecznym i zdrowym. Pokazujemy jaśniejszą przyszłość: jak możemy pracować z glebą, budynkami i nowymi technologiami – kwituje Anderson.

Wizja jest dalekosiężna, ale nie odrealniona. Nikt nie opowiada o samowystarczalnym mieście przyszłości. Ma być ono jednak choć trochę zabezpieczone na zmiany, jakie nadchodzą. A nie ma chyba lepszego miejsca na takie modyfikacje. Kiedy pytałem o to, co najchętniej je się w Malmö, to poza szwedzką klasyką, najczęściej słyszałem: – Falafela. Jesteśmy miastem falafela.

Jeśli w mieście leżącym w Skanii, regionie położonym na południu Półwyspu Skandynawskiego falafel może stać się najważniejszym daniem, to dlaczego miałoby nie udać się z rolnictwem na dachach?

KATEGORIA
KLIMAT
UDOSTĘPNIJ TEN ARTYKUŁ

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies