
Norwegia zakończyła pierwszy w Europie tak kompleksowy projekt testowy lotnictwa elektrycznego. Sześć miesięcy pilotażu napawa optymizmem
Norwegia zakończyła swój pierwszy pilotażowy test lotnictwa elektrycznego, potwierdzając, że zeroemisyjne samoloty mogą być bezpiecznie i stopniowo wprowadzane na trasy. Sześć miesięcy samolot BETA Technologies Alia kursował regularne między Stavanger a Bergen. Pilotaż pozwolił zebrać doświadczenia dotyczące eksploatacji, infrastruktury ładowania, procedur podczas lotów letnich i zimowych oraz współpracy z kontrolą ruchu lotniczego i regulatorami. Projekt był realizowany jako międzynarodowe „żywe laboratorium” i zakończył się symbolicznym lądowaniem w Stavanger pod koniec stycznia 2026 r. Tak wydarzenie skomentował norweski minister transportu Jon-Ivar Nygård: „Jako kraj całkowicie uzależniony od lotnictwa – dziś i w przyszłości – przejście na bardziej zrównoważony sektor lotniczy jest dla mojego rządu priorytetem. Ten pierwszy lot stanowi istotny krok na długiej i złożonej drodze. Jak pokazuje test, istotna jest współpraca między władzami, lotniskami, producentami i operatorami – oraz, co nie mniej ważne, wsparcie polityczne. Systemowe podejście, jakie umożliwia ta arena testowa, jest wyjątkowe i jestem dumny z tego, że Norwegia znajduje się w awangardzie.”
W realizację przedsięwzięcia zaangażowane były firmy BETA Technologies oraz Bristow Group, działające poprzez swoją norweską spółkę zależną Bristow Norway. BETA dostarczyła samolot wykorzystywany w programie testowym. Maszyna to eCTOL Beta Alia CX300 – model, który miał swoją premierę zaledwie kilkanaście miesięcy wcześnie, w marcu 2023 r., i która w listopadzie 2024 roku uzyskała certyfikację amerykańskiej FAA.
Ciekawie prezentują się parametry samolotu. Alia CX300 korzysta z baterii litowo-jonowej o pojemności ok. 225 kWh. Producent nie podaje czy są to baterie NMC czy LFP. Moc ładowania to maksymalnie 300 kW, czyli naładowanie samolotu nie powinno trważ dłużej niż godzinę. Realny zasięg to ok. 400 km.

Najistotniejszym wnioskiem z norweskiego testu jest to, że transformacja lotnictwa wymaga ścisłej współpracy instytucjonalnej. Avinor, norweski operator lotnisk, podkreśla, że zdobyta wiedza pozwoli lepiej planować rozwój infrastruktury i ocenić przyszłą opłacalność tras obsługiwanych przez samoloty elektryczne. Pisaliśmy już o tym, że w 2025 roku zapowiedział budowę sieci stacji ładowania dla samolotów. Z kolei urząd lotnictwa cywilnego (CAA Norway) wykorzystał projekt do przetestowania tzw. regulatory sandbox – elastycznego podejścia do przepisów, które umożliwia asekurowane testowanie innowacji bez obniżania standardów bezpieczeństwa. Ważnym sygnałem było również to, że integracja elektrycznego samolotu z istniejącą przestrzenią powietrzną nie zwiększyła istotnie obciążenia kontrolerów ruchu lotniczego – jak podkreślono w informacji prasowej operatora lotnisk.
Norweski projekt wpisuje się w szerszy nurt rozwoju elektrycznego i hybrydowego lotnictwa na świecie. Niedawno pisałam o pierwszych zapowiedzianych lotach elektrycznymi taksówkami w Nowym Jorku. Większość rozwijanych obecnie projektów lotniczych koncentruje się na krótkich trasach regionalnych, lotach cargo, ratownictwie medycznym i połączeniach między wyspami – czyli tam, gdzie ograniczony zasięg i masa baterii nie stanowią bariery. Natomiast wyraźnie widać korzyści kosztowe i środowiskowe. Lotnictwo elektryczne postrzegane jest dziś jako uzupełnienie, a nie zastępstwo dla klasycznych samolotów dalekodystansowych. W tym segmencie rozwijane są inne niskoemisyjne rozwiązania. Tu duże nadzieje wiąże się m.in. z technologiami wodorowymi.
Przeczytaj też: Przestaniemy marnować odpady. Jest na to dotacja
Perspektywy rozwoju tego sektora napędzają trzy główne czynniki: presja klimatyczna i regulacyjna (cele neutralności klimatycznej), ekonomia (niższe koszty energii i utrzymania napędu elektrycznego) oraz specyfika regionalna. Norwegia – z rozproszoną siecią miast, trudnym terenem i dużym udziałem energii odnawialnej – jest naturalnym poligonem dla takich technologii. Swoją drogą, te same warunki teoretycznie przekreślały elektromobilność na drogach, okazało się jednak, że to tam w Europie przyjęła się najlepiej. Doświadczenia zebrane w Stavanger i Bergen pokazują, że przejście od testów do komercyjnych operacji będzie możliwe tylko wtedy, gdy równolegle rozwijać się będą technologia, infrastruktura, regulacje i rynek – dokładnie tak, jak zakłada norweski model testowego wdrażania innowacji w lotnictwie. Podobnie postępowano wcześniej w przypadku samochodów elektrycznych. Elektromobilność na czterech kołach to dziś w tym północnym kraju codzienność – niemal wszystkie nowo rejestrowane pojazdy są napędzane energią elektryczną.
Zdj: Avinor