Partnerzy wspierający
KGHM Orlen Tauron
Rolnicy w całej Polsce protestują. „Zielony ład” i ukraińska konkurencja są ponad ich możliwości

Polscy rolnicy nie chcą importu ukraińskiej żywności i unijnego „Zielonego ładu”, który uważają za zbyt daleko idący. Największe protesty miały miejsce w Poznaniu, gdzie na drogi wyjechało ok. 1500 ciągników

Według sondażu IBRIS 77 proc. Polaków popiera protesty, a 11 proc. jest przeciwnych, z kolei 12 proc. badanych nie ma zdania na ten temat. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał w Sejmie, że za przyjęciem „Zielonego ładu” w tej formie, w której zostanie wprowadzony, odpowiada komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski (PiS).

„Sądzę, że pan komisarz powinien zakończyć swoją misję” – powiedział Jarosław Kaczyński. Prezes PiS chce pociągnięcia do odpowiedzialności swojego partyjnego kolegi. Chciałby w ten sposób wyjść na przeciw rolnikom, którzy jako elektorat poczuli się porzuceni w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych. Tymczasem już niedługo czekają nas wybory samorządowe i polskiej wsi trzeba będzie coś zaoferować. Dymisji Wojciechowskiego domaga się również szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber, który oskarżył komisarza o unikanie debaty w kwestii wprowadzanych przepisów.

Przeczytaj też: Rządowy zwrot akcji w sprawie europejskich emisji CO2

Rolnikom w Europie coraz trudniej utrzymać się z produkcji żywności. Protesty wybuchają w Grecji, Mołdawii, Niemczech, Francji, Belgii, Holandii i wielu innych krajach. Poza granicami Polski głównym powodem są regulacje „Zielonego ładu”, które przerastają zwłaszcza mniejsze gospodarstwa rolne, które i tak ledwo wiążą koniec z końcem.

W Polsce istotnym problemem jest też import żywności z Ukrainy. Produkty zza wschodniej granicy są tańsze, ale nie posiadają drogich certyfikatów i nie spełniają wymagań żywności produkowanej na terenie UE, którym muszą sprostać polscy rolnicy. Wg rolników masa produktów przedostaje się do Polski wykorzystując dziurawe przepisy. Ponadto nie wierzą oni w pomoc Ukrainie w tej formie. Zauważają, że zboża, które do nas napływają pochodzą z Ukrainy, ale nie są tak naprawdę ukraińskie, tylko należą do wielkich zachodnich holdingów, których nie ma potrzeby obdarowywać takimi prezentami.

Przeczytaj też: Nowa ustawa pomoże walczyć z greenwashingiem. Produkty „bio” i „eko” tylko z certyfikatem

W obliczu protestów rozlewających się po całej UE, Komisja Europejska już wspomina o wprowadzeniu kontyngentów na żywność z Ukrainy i wstrzymaniu rozporządzenia ograniczającego użycie pestycydów (SUR). Na ten moment brakuje jednak szczegółów, a rolnicy oczekują całkowitego wycofania się z „Zielonego ładu”, a nie tylko chwilowego jego wstrzymania. Rolnicy domagają się także częściowego finansowania dopłat dla nich z funduszu wojennego, wsparcia hodowli, obniżenia stawek VAT na nawozy i środki ochrony roślin. W styczniu do protestów dołączyli się m.in. producenci cukru i poszkodowani przez epidemię ASF (z 2022 roku). Wygląda na to, że protesty będą przybierać na sile.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi Czesław Siekierski przyznaje, że KE popełniła błąd zbyt szeroko otwierając rynek europejski na produkty z Ukrainy. Siekierski zobowiązał się do podjęcia rozmów o zmianach w „Zielonym ładzie”, np. w zakresie nakładanego na rolników obowiązkowego ugorowania 4 proc. gruntów ornych. Zapewnia także, że z ukraińskim ministerstwem rolnictwa prowadzone są rozmowy, ale wszelkie decyzje i tak muszą zostać skoordynowane z Komisją Europejską.

Foto: aleksandarlittlewolf na Freepik

Zapisz się do newslettera

Aby zapisać się do newslettera, należy podać adres e-mail i potwierdzić subskrypcję klikając w link aktywacyjny.

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies