
Spór o unijną politykę klimatyczną wchodzi w kolejną fazę. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział ponowną próbę przeprowadzenia referendum dotyczącego zmian w systemie handlu emisjami ETS. Zasadne jest zadanie pytania: po co?
Karol Nawrocki zapowiedział ponowną próbę przeprowadzenia referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej. Prezydent uważa, że przedstawiona przez Komisję Europejską rewizja systemu handlu emisjami ETS obejmuje jedynie „techniczne korekty” i nie odpowiada postulatom zgłaszanym przez Polskę. Przypomnę, że w maju br. padły z jego ust takie słowa „to referendum nie jest przeciwko ochronie środowiska czy naszemu członkostwu w zjednoczonej Europie. Ono jest za prawem Polaków do decydowania o tempie zmian, ich zakresie i kosztach, jakie ponoszą”. W ślad za tym padło niefortunnie sformułowane pytanie referendalne, wartościujące opis skutków polityki klimatycznej. Tym razem postawiono krótkie pytanie odnoszące się wyłącznie do realizacji polityki klimatycznej. Oznacza to odejście od formuły, która już w treści pytania zawierała argumentację na rzecz jednej z odpowiedzi. Dziś prezydent chce zapytać: „Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”
Jak opisywaliśmy wcześniej w Green News, Senat odrzucił pierwszy wniosek o referendum dotyczące Zielonego Ładu, uznając, że nie powinien on trafić pod głosowanie obywateli. Nie zakończyło to jednak politycznej dyskusji wokół europejskiej polityki klimatycznej, która pozostaje istotnym tematem debaty publicznej. Tym bardziej przed zbliżającymi się wyborami.
Prezydent argumentuje, że obecny system handlu emisjami zwiększa koszty energii, osłabia konkurencyjność polskiej gospodarki i obciąża zarówno przemysł, jak i gospodarstwa domowe. W jego ocenie Komisja Europejska nie zdecydowała się na rzeczywistą reformę systemu, ograniczając się do zmian technicznych.
Przeczytaj też: Francuski fundusz inwestuje w Polsce w potężny magazyn energii
System EU ETS jest jednak jednym z filarów unijnej polityki klimatycznej i jednocześnie elementem prawa obowiązującego we wszystkich państwach członkowskich. Funkcjonuje jako wspólny mechanizm ograniczania emisji gazów cieplarnianych w energetyce, przemyśle i lotnictwie, a w kolejnych latach obejmie także nowe sektory. Głowa państwa jakby zapominała, że handel emisjami to nie tylko koszty, ale i zyski. Wyjaśniała to w podcaście Justyna Piszczatowska.
Mimo niezgody prezydenta na to jak działa system Polska nie może jednostronnie zrezygnować z uczestnictwa w nim. Nie da się pozostawać jednocześnie częścią jednolitego rynku UE na dotychczasowych zasadach. Ewentualne odstąpienie od wspólnych regulacji oznaczałoby konflikt z prawem unijnym i mogłoby mieć konsekwencje dla funkcjonowania polskich przedsiębiorstw na wspólnym rynku. Realne koszty odłączenia się od systemu ETS przez Polskę dotknęłyby całą gospodarkę.
Nie oznacza to jednak, że system ETS jest niezmienny. Wręcz przeciwnie – od momentu jego uruchomienia był już wielokrotnie reformowany, a Komisja Europejska regularnie dokonuje przeglądu jego funkcjonowania. W procesie tym uczestniczą państwa członkowskie, Parlament Europejski i Rada UE.
Przeczytaj też: W Polsce wyprodukowano cukier, który nie jest obciążony emisją CO2
Polska ma więc możliwość zabiegania o zmiany przepisów, podobnie jak pozostałe kraje Unii. W ostatnich miesiącach dyskusja koncentruje się przede wszystkim na tym, jak ograniczyć koszty transformacji dla przemysłu, zwiększyć konkurencyjność europejskiej gospodarki oraz lepiej wykorzystać wpływy z aukcji uprawnień do emisji na inwestycje w transformację energetyczną.
Debata polityczna nie do końca odzwierciedla nastroje społeczne. Jak opisywaliśmy w Green News, z badań opinii publicznej wynika, że większość Europejczyków – także Polaków – akceptuje zasadę, zgodnie z którą emitowanie gazów cieplarnianych powinno wiązać się z ponoszeniem kosztów.
Jednocześnie respondenci oczekują, że system będzie bardziej przewidywalny i nie będzie nadmiernie obciążał gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw. W praktyce oznacza to większe poparcie dla reform niż dla całkowitego odejścia od systemu handlu emisjami. Trudno dziś powiedzieć co prezydent swoim referendum chce „ugrać” i dlaczego jego zaplecze podpowiada takie działania.
Przypomnę, że proponowane przez Komisję Europejską zmiany w systemie ETS i dążenie do elektryfikacji uninej gospodarki jest też przedstawiane jako szansa dla Polski. Takie wnioski przedstawił think-tank Forum Energii. Zdaniem prezeski, Joanny Pandery, Bruksela zaczęła wreszcie patrzeć na transformację energetyczną znacznie szerzej. Przypomniała, że jeszcze kilka lat temu głównym argumentem była tylko redukcja emisji CO₂. Dzisiaj bardzo często wspomina się o ograniczeniu importu paliw kopalnych, budowaniu odporności europejskiej gospodarki, uniezależnieniu od niestabilnych dostawców surowców oraz zwiększeniu konkurencyjności przemysłu.
Część proponowanych przez KE zmian w systemie opisałam tuż po ich prezentacji.
Zdj. Mikołaj Bujak/KPRP