Partnerzy strategiczni
Orlen
Morski wiatr ruszył w drogę. Pierwszy samochód elektryczny naładowano energią z Bałtyku

To symboliczny moment dla polskiej transformacji energetycznej. Prąd z pierwszych morskich farm wiatrowych na Bałtyku trafił do krajowej sieci i po raz pierwszy zasilił samochód elektryczny

Nie każda zmiana w energetyce daje się zobaczyć gołym okiem. Tym razem jednak ma bardzo konkretny wymiar – samochód elektryczny podłączony do ładowarki. W Choczewie, gdzie Polskie Sieci Elektroenergetyczne uruchomiły stację odbierającą energię z polskich morskich farm wiatrowych, eksperci Fundacji Instrat jako pierwsi w Polsce naładowali auto prądem z rodzimego offshoru.

To wydarzenie ma wymiar symboliczny, ale pokazuje też, że transformacja energetyczna wchodzi w nowy etap. Energia z Bałtyku przestaje być zapowiedzią z raportów i strategii. Zaczyna zasilać codzienne życie – od przemysłu po pompy ciepła, klimatyzację i samochody elektryczne.

Historyczna zmiana na mapie

Skala tej inwestycji robi wrażenie. Docelowo stacja elektroenergetyczna w Choczewie ma odbierać niemal 6 GW mocy z morskich farm wiatrowych. To więcej niż moc Elektrowni Bełchatów – przez lata największego źródła energii elektrycznej w Polsce i Europie. Jeśli Śląsk był sercem polskiej energetyki XX wieku, Pomorze ma szansę stać się jej zielonym centrum w XXI wieku. Więcej na temat samej inwestycji pisze Justyna Piszczatowska.

Przeczytaj też: Samochód elektryczny może zasilać dom w razie awarii

Nowa infrastruktura oznacza również większe bezpieczeństwo energetyczne. Jak przypomina Fundacja Instrat, ostatni wzrost cen paliw związany z napięciami na Bliskim Wschodzie kosztował polskich kierowców i budżet państwa około 10 mld zł w zaledwie 2,5 miesiąca. Każda megawatogodzina energii wyprodukowanej z polskiego wiatru oznacza mniejszą zależność od importowanej ropy, kursu dolara czy decyzji państw eksportujących paliwa.

Taniej i z zielonymi miejscami pracy

To także dobra wiadomość dla kierowców. Jak wskazuje Instrat, ładowanie samochodu elektrycznego energią z krajowej sieci pozostaje tańsze niż tankowanie auta spalinowego importowanym paliwem. Wraz ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii maleje również ślad węglowy elektromobilności, a korzyści odczuwają mieszkańcy miast dzięki ograniczeniu emisji zanieczyszczeń powietrza.

– Od dwóch lat jeżdżę autem elektrycznym i opłaca mi się to, bo prąd z gniazdka jest tańszy od importowanej ropy i paliwa na stacjach benzynowych. Dziś energia elektryczna jest już na tyle czysta, że auto na prąd emituje mniej CO₂ niż spalinowe, a na dodatek nie przyczynia się do smogu. Polscy kierowcy zamiast zasilać budżety obcych i często wrogich państw, mogą zostawić pieniądze w kraju, w budżetach kaszubskich samorządów i pracodawców na Pomorzu – podkreśla Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.

Na inwestycji skorzysta również Pomorze. Budowa stacji w Choczewie kosztowała około 450 mln zł i była realizowana przede wszystkim przez polskie przedsiębiorstwa. Obiekt zajmuje 25 hektarów, a wyprowadzające energię linie przesyłowe o łącznej długości około 250 kilometrów przebiegają przez 22 pomorskie gminy, które będą czerpać wpływy z podatków. W realizacji projektu wykorzystano także środki europejskie, które ograniczyły koszty inwestycji.

Przeczytaj też: Polacy wiedzą, że ETS jest potrzebny

Co ważne, offshore to znacznie więcej niż same turbiny. Wokół morskiej energetyki wiatrowej rozwija się cały krajowy łańcuch dostaw – od produkcji konstrukcji stalowych i kabli po działalność portów oraz firm serwisowych. Już dziś powstają nowe miejsca pracy w przedsiębiorstwach produkujących komponenty dla sektora, takich jak Baltic Towers czy ZKS Ferrum.

Uruchomienie stacji w Choczewie nie kończy historii polskiego offshore’u. To dopiero początek budowy nowego filaru krajowej energetyki, który ma dostarczać tanią, energię przez kolejne dekady. Pierwsze kilowatogodziny z Bałtyku, które trafiły do akumulatora samochodu elektrycznego, są jednocześnie zapowiedzią większej zmiany – Polski, która coraz więcej energii produkuje u siebie, wykorzystując własne zasoby wiatru zamiast importowanych paliw kopalnych.

Zdj. mat. prasowe Baltic Power

Okiem redaktora

Przez lata napisałem tysiące tekstów o elektromobilności i spędziłem niezliczone godziny, tłumacząc, że samochodu elektrycznego nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat dzisiejszego miksu energetycznego Polski. To argument, który wracał jak bumerang. Tymczasem samochód kupujemy na kilkanaście lat, a energetykę budujemy na dekady. Dlatego zawsze warto patrzeć tam, dokąd zmierzamy, a nie tylko na to, gdzie jesteśmy dziś.

Moment, w którym pierwszy samochód został naładowany energią z polskich morskich farm wiatrowych, jest dla mnie symbolicznym potwierdzeniem, że ta perspektywa była właściwa. Ta przyszłość zmaterializowała się szybciej, niż wielu przypuszczało. To przełom nie tylko dla energetyki, ale również dla transportu i każdego z nas jako odbiorcy energii. Nie mam wątpliwości, że właśnie wykonaliśmy gigantyczny krok w stronę Polski, która napędza swoją mobilność własnym wiatrem zamiast importowaną ropą.

Agata Rzędowska

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies