
Kupując używanego elektryka coraz częściej nie liczy się przebieg, ale kondycja baterii. Austriacki Aviloo chce ustanowić nowy standard dla rynku
Rynek używanych samochodów elektrycznych wchodzi właśnie w etap, który motoryzacja spalinowa przeszła dekady temu. Tyle że dziś kluczowym parametrem przestaje być liczba kilometrów na liczniku, a stan baterii trakcyjnej. Znaczenie ma jak często była rozładowywana do zera, jak często ładowana do 100 proc., czy często była ładowana dużymi mocami, czy szybko rozładowywana poprzez dynamiczną jazdę, jak długo auto stało nienaładowane. To właśnie wokół baterii trakcyjnej budowana jest nowa warstwa zaufania, czy też niezawodności oraz wartość auta i przyszłych kosztów użytkowania. Austriacka firma Aviloo rozwija system niezależnej diagnostyki baterii, który ma stać się czymś w rodzaju „certyfikatu zdrowia” dla elektryków.
Firma analizuje tzw. SoH (State of Health), czyli rzeczywistą kondycję baterii względem jej fabrycznej pojemności. Testy wykorzystują dane z samochodu i algorytmy analizujące m.in. napięcia ogniw, stabilność pracy baterii czy działanie systemu zarządzania energią. W praktyce chodzi o odpowiedź na jedno pytanie: ile realnie zostało z baterii po kilku latach użytkowania. Aviloo twierdzi, że w co najmniej 95 proc. przypadków maksymalne odchylenie wyniku nie przekracza ok. 3 proc. O tym jak starzeją się baterie pisałam już przy okazji upublicznienia danych przez Arval oraz na bazie opracowań giganta bateryjnego CATL.
Przeczytaj też: Baterie dla obronności. USA wyznaczają nowe standardy
Informacje na temat kondycji baterii są ważne, bo jest ona dziś nadal najdroższym elementem samochodu elektrycznego. Jednocześnie jednym z najmniej transparentnych i podatnych na weryfikację dla kupujących. Wielu producentów deklaruje wieloletnie gwarancje, ale same zasady oceny degradacji bywają niejasne. Rozbieżności między producentami też są ogromne. Przypomnę, że w Toyocie i Lexusie można liczyć na gwarancję aż dziesięcioletnią, ale bywają niemal o połowę krutsze warienty. Aviloo zwraca uwagę, że wczesne wykrywanie problemów może mieć znaczenie nie tylko dla bezpieczeństwa, ale również dla egzekwowania gwarancji producenta.
Cały rynek nadal jednak szuka wspólnego standardu. Coraz więcej badań pokazuje, że dane prezentowane przez systemy BMS samych producentów samochodów bywają niedokładne lub trudne do porównania między markami. Opublikowana w 2026 roku analiza naukowców z Korei Południowej wykazała, że raportowane przez auta wskaźniki SoH często słabo korelują z rzeczywistą pojemnością baterii. I właśnie dlatego niezależne certyfikaty zaczynają być traktowane jako potencjalny standard rynku wtórnego EV.
Przeczytaj też: Auta spalinowe nadal bez podatku
Aviloo rozwija dziś dwa główne typy testów. Flash Test pozwala ocenić stan baterii w kilka minut poprzez podłączenie do złącza diagnostycznego auta. Bardziej zaawansowany Premium Test analizuje zachowanie samochodu podczas rzeczywistej jazdy i ładowania. Firma współpracuje już m.in. z dealerami, leasingodawcami i organizacjami certyfikującymi takimi jak TÜV SÜD. Uczyła się na rynku norweskim.
W praktyce cały ten trend pokazuje coś jeszcze ważniejszego: bateria zaczyna funkcjonować jak osobny „zasób technologiczny”, a nie tylko część samochodu. Jej kondycja wpływa na wartość auta, możliwość dalszego użytkowania, przyszły recykling, a nawet drugie życie w magazynach energii. I bardzo możliwe, że za kilka lat raport o stanie baterii będzie przy zakupie używanego EV równie oczywisty jak dziś historia serwisowa czy badanie techniczne.