
USA zaczynają traktować baterie jako element bezpieczeństwa strategicznego. Europa wciąż wygląda tak, jakby myślała głównie o samochodach elektrycznych
Stany Zjednoczone coraz wyraźniej pokazują, że baterie przestały być wyłącznie tematem elektromobilności. Nowe regulacje Pentagonu dotyczące łańcuchów dostaw i ograniczania zależności od chińskich technologii pokazują, że Waszyngton traktuje dziś produkcję ogniw, komponentów i surowców jako element bezpieczeństwa narodowego. W swoim tekście analityk branży bateryjnej Christopher Chico zwraca uwagę, że USA budują właśnie nową strategię przemysłową wokół baterii – obejmującą nie tylko motoryzację, ale też obronność, energetykę, centra danych i technologie AI. I trudno się temu dziwić. Bez baterii nie będzie dziś ani nowoczesnej armii, ani odpornej infrastruktury energetycznej, ani stabilnego rozwoju cyfrowej gospodarki.
Przeczytaj też: Hiszpania staje się hubem bateryjnym, ale z chińskimi firmami
Tymczasem Europa coraz bardziej wygląda tak, jakby przespała moment budowy własnego przemysłu bateryjnego. Problemy Northvolta – projektu, który miał być europejską odpowiedzią na azjatyckich gigantów – mocno zachwiały narracją o „bateryjnej suwerenności”. Do tego dochodzą kolejne trudności wokół norweskiego Morrow Batteries. I choć Unia Europejska stworzyła ambitne regulacje dla elektromobilności oraz transformacji energetycznej, równolegle nie pojawiła się równie skuteczna polityka przemysłowa i inwestycyjna. Efekt jest prosty: europejski rynek coraz mocniej opiera się na technologiach, komponentach i ogniwach produkowanych w Chinach.
A stawka jest dziś znacznie większa niż same samochody elektryczne. Baterie stają się infrastrukturą krytyczną XXI wieku – potrzebną do magazynowania energii, stabilizacji sieci, rozwoju AI, przemysłu ciężkiego i systemów wojskowych. Jeśli Europa nie zbuduje własnych kompetencji produkcyjnych i technologicznych, będzie zależna od importu w jednym z najważniejszych sektorów przyszłości. Upadek kolejnych europejskich projektów bateryjnych to więc nie tylko problem branży automotive, ale coraz wyraźniejszy sygnał strategicznej słabości całego kontynentu.
Przeczytaj też: Polski samochód elektryczny będzie miał tajwańskie DNA
Christopher Chico przypomina, że przykład Ukrainy pokazuje skalę wyzwań związanych z nową wojną opartą o drony i elektronikę. Produkcja dronów FPV wzrosła tam z około 3 tys. sztuk w 2022 roku do nawet 4-5 mln w 2025 roku. Choć pakiety bateryjne są coraz częściej składane lokalnie, same ogniwa nadal pochodzą głównie z Chin. To oznacza, że nawet przy rozwijaniu własnych kompetencji montażowych kluczowe elementy łańcucha dostaw pozostają poza kontrolą Europy i Zachodu.
FPV (First Person View) to drony sterowane „oczami operatora”. Pilot widzi obraz z kamery zamontowanej na dronie w czasie rzeczywistym – najczęściej przez specjalne gogle lub ekran – dzięki czemu ma wrażenie, jakby sam znajdował się w środku maszyny.
Pierwotnie FPV kojarzyły się głównie z wyścigami dronów i nagraniami wideo, ale wojna w Ukrainie całkowicie zmieniła ich znaczenie. Dziś FPV to często tanie, szybkie drony bojowe wykorzystywane do ataków precyzyjnych. Są relatywnie niedrogie, trudne do wykrycia i mogą przenosić ładunki wybuchowe. W praktyce stały się jednym z symboli nowoczesnej wojny opartej na elektronice, improwizacji i masowej produkcji.
Przeczytaj też: Pierwiastki krytyczne leżą niemal na ulicach
Dlatego właśnie baterie do dronów FPV przestają być detalem technicznym, a stają się kwestią strategiczną. Takie konstrukcje potrzebują ogniw lekkich, ale jednocześnie zdolnych do oddawania ogromnej mocy w bardzo krótkim czasie. To one decydują o dynamice lotu, zasięgu i skuteczności działania. W praktyce oznacza to, że technologie rozwijane wcześniej głównie dla elektroniki użytkowej czy aut elektrycznych zaczynają odgrywać coraz większą rolę także w sektorze obronnym.
Christopher Chico zwraca uwagę, że Waszyngton i Seul już pracują nad wspólnymi standardami dla baterii wykorzystywanych w małych dronach. To pokazuje, jak szybko baterie przestają być postrzegane wyłącznie jako komponent konsumenckiej elektroniki. Coraz częściej trafiają do kategorii technologii krytycznych – obok półprzewodników, AI czy surowców strategicznych.
Europa nie ma jeszcze odpowiednika amerykańskich regulacji NDAA, które ograniczają wykorzystanie chińskich komponentów w systemach wojskowych. Unia buduje jednak własne mechanizmy kontroli rynku bateryjnego. Kluczowe znaczenie ma rozporządzenie Battery Regulation 2023/1542. Wprowadza ono obowiązki dotyczące identyfikowalności surowców, śladu węglowego, recyklingu i monitorowania całego łańcucha dostaw.
Jednym z najważniejszych narzędzi będzie tzw. paszport bateryjny – cyrfowy system zawierający informacje o pochodzeniu materiałów, składzie chemicznym, emisjach związanych z produkcją czy historii użytkowania baterii. Równolegle UE rozwija też Critical Raw Materials Act, którego celem jest ograniczenie zależności od Chin w zakresie kluczowych surowców, takich jak lit, grafit, nikiel czy kobalt.
Więcej na temat wyzwań dla branży bateryjnej w Europie znajdziesz w innych moich tekstach:
Gorączka białego złota w Europie. Czy lit z kontynentu wystarczy, by uniezależnić się od Chin?
Samochód elektryczny to nie ideologia. To po prostu ekonomia i zdrowy rozsądek
W Finlandii ruszyło wydobycie litu, które ma wzmocnić europejską niezależność surowcową
„Made in EU” wchodzi do gry. Komisja Europejska przyjmuje akt mający wpierać przemysł
To nie jest już polityka klimatyczna. To jest wojna przemysłowa
Zdj. Iewek Gnos on Unsplash