
Miliardy z KPO mają przyspieszyć elektromobilność w Polsce, ale bez zaplecza badawczo-testowego pozostaną jedynie finansowym impulsem. Dojrzałe rynki inwestują nie w projekty wizerunkowe, lecz w infrastrukturę, która pozwala uczyć się na błędach
W poprzednich tekstach serii „Elektromobilność bez iluzji” pokazałam, że elektromobilność to proces systemowy oraz że europejskie regulacje wpływają na tempo wdrożeń technologii. Teraz dochodzi trzeci element – zaplecze kompetencyjne. Jak podkreśla Maciej Dryjański, inżynier i praktyk zajmujący się rynkiem elektromobilności od niemal 20 lat, bez zaplecza badawczo-rozwojowego i możliwości testowania technologii w realnych warunkach Polska pozostanie wykonawcą cudzych projektów, a nie współtwórcą rozwiązań.
Wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy dla projektów takich jak ElectroMobility Poland stawia przed państwem fundamentalne pytanie: czy Polska chce jedynie wydać środki, czy zbudować trwałe kompetencje. ElectroMobility Poland (EMP) to spółka powołana do stworzenia polskiej marki samochodu elektrycznego oraz zaplecza przemysłowego dla jej produkcji. Projekt od początku miał ambicję wyjścia poza samą montownię – obejmując również komponent R&D i rozwój krajowego łańcucha dostaw. W lutym br. wciąż trwa proces wyboru wiceprezesa spółki.
Sam kapitał nie tworzy know-how – do tego potrzebne są miejsca, w których technologie można testować, integrować z systemem energetycznym i rozwijać w długim horyzoncie. Dryjański zwraca uwagę, że centra badawczo-rozwojowe i infrastruktura testowa nie są projektami komercyjnymi w klasycznym sensie. „To inwestycje, które nie zwracają się w Excelu” – podkreśla. Ich wartość polega na tworzeniu kadr, przyciąganiu firm technologicznych i możliwości prowadzenia testów w realnych warunkach, a nie tylko w środowisku laboratoryjnym.
Przeczytaj też: Za unijne pieniądze nauczysz się nowego fachu
Dobrym punktem odniesienia jest ZalaZONE na Węgrzech – wielofunkcyjny kompleks testowy dla pojazdów elektrycznych i autonomicznych, który łączy tory testowe, zaplecze R&D i współpracę z uczelniami. To nie jest fabryka ani startup, lecz infrastruktura państwowa (od niedawna funkcjonuje jako fundacja), która przyciąga globalnych producentów i dostawców technologii. Dzięki temu Węgry stały się realnym graczem w europejskim ekosystemie elektromobilności, mimo braku własnej marki samochodowej. Operatorem obiektu jest AVL, globalna firma inżynieryjna.
W Polsce podobnego zaplecza wciąż brakuje. Projekty badawcze są rozproszone, często krótkoterminowe i zależne od cykli finansowania. EMP od początku zapowiadało budowę centrum R&D jako jednego z filarów projektu, ale bez szerzej dostępnej infrastruktury testowej trudno będzie wciągnąć w ten ekosystem zewnętrznych partnerów – zarówno krajowych, jak i zagranicznych.
Problem ma charakter systemowy. Bez stabilnych ram instytucjonalnych, jasnego podziału ról i długofalowego finansowania centra R&D szybko tracą zdolność do konkurowania z zagranicznymi hubami. Jak zauważa Dryjański, „bez stabilności państwa żaden poważny partner nie zainwestuje w takie miejsce swoich zasobów”. To szczególnie istotne w branży, w której cykl rozwoju technologii liczony jest w latach, a nie kwartałach.
Jeśli elektromobilność w Polsce ma wyjść poza fazę projektową, inwestycje z KPO muszą stać się początkiem budowy infrastruktury kompetencyjnej, a nie jej substytutem. W przeciwnym razie – podobnie jak w innych obszarach transformacji energetycznej – pieniądze zostaną wydane, a know-how wyjedzie tam, gdzie można je realnie rozwijać.
W kolejnym tekście z tej serii przyjrzymy się samemu końcowemu produktowi.