Partnerzy strategiczni
Orlen
Kongo zakręca kurek z kobaltem i miedzią. Dlaczego decyzja jednego kraju może mieć znaczenie dla Europy?

Demokratyczna Republika Konga zakazała eksportu koncentratów miedzi i kobaltu. Brzmi jak odległy problem Afryki? Tylko pozornie. Ta decyzja może mieć znaczenie dla całego rynku baterii, samochodów elektrycznych, a w konsekwencji także dla Europy

Gdy pojawiła się informacja o decyzji rządu w Kinszasie, ceny miedzi na światowych giełdach natychmiast poszybowały w górę. Powód jest prosty – Kongo nie jest zwykłym producentem surowców. To kraj, bez którego współczesna elektromobilność wyglądałaby zupełnie inaczej.

Rząd Demokratycznej Republiki Konga postanowił, że z kraju nie będą już wyjeżdżać koncentraty miedzi i kobaltu. Zamiast sprzedawać półprodukt, chce zarabiać więcej na jego przetwarzaniu. To oznacza nowe rafinerie, miejsca pracy i większą część zysków pozostającą w kraju.

Dlaczego właśnie Kongo?

Jeszcze dwie dekady temu mało kto interesował się kongijskim kobaltem. Wszystko zmieniło się wraz z rozwojem smartfonów, a później samochodów elektrycznych.

Dziś Kongo odpowiada za ponad 70 proc. światowego wydobycia kobaltu i należy do największych producentów miedzi. Co ważne, kobalt wydobywany jest tam głównie przy okazji eksploatacji złóż miedzi. To właśnie dlatego decyzje podejmowane w Kinszasie śledzą dziś producenci baterii na całym świecie.

Przeczytaj też: Chińskie fabryki mogą się przydać Europie, ale trzeba dysktować inne warunki

Demokratyczna Republika Konga to rozległy kraj w sercu Afryki. Z powierzchnią ponad 2,3 mln km² jest drugim największym państwem kontynentu, a mieszka w nim około 110 mln ludzi. To kraj o ogromnych zasobach naturalnych – od kobaltu i miedzi po lit, cynę i złoto – ale jednocześnie przez dekady zmagał się z niestabilnością polityczną, biedą i problemami z kontrolą nad sektorem wydobywczym.

Kto zarabia na kongijskich złożach?

Choć surowce znajdują się w Kongu, większość największych kopalń należy do zagranicznych koncernów. Silną pozycję mają przede wszystkim firmy z Chin, takie jak CMOC czy Zijin Mining, ale także Glencore, Ivanhoe Mines i Eurasian Resources Group.

To nie przypadek. Chiny od lat konsekwentnie budują swoją pozycję w afrykańskim górnictwie. Dziś kontrolują nie tylko znaczną część wydobycia, ale przede wszystkim światowe moce rafinacji kobaltu.

I tu dochodzimy do sedna.

Dlaczego kierowca w Polsce powinien się tym zainteresować?

Żeby to zrozumieć, warto spojrzeć na cały łańcuch dostaw.

Kopalnia w Kongu → rafinacja w Chinach → produkcja ogniw → bateria → samochód elektryczny kupowany w Europie.

Tak wygląda droga jednego z najważniejszych surowców wykorzystywanych w elektromobilności. Jeśli coś wydarzy się na początku tego łańcucha, skutki prędzej czy później odczują również producenci samochodów i baterii.

Nie oznacza to oczywiście, że ceny aut elektrycznych nagle wzrosną. Pokazuje jednak, jak bardzo globalna jest dziś produkcja baterii.

Kobalt to nie wszystko

Coraz więcej producentów przechodzi na baterie LFP, które nie wykorzystują kobaltu. Dotyczy to przede wszystkim tańszych modeli samochodów.

Jednak ogniwa NMC – zawierające nikiel, mangan i kobalt – wciąż dominują w samochodach oferujących duży zasięg i wysokie osiągi. Korzystają z nich m.in. BMW, Mercedes-Benz, Porsche, Volvo czy Volkswagen, a produkują je giganci rynku baterii: CATL, LG Energy Solution, Samsung SDI oraz SK On.

Przeczytaj też: Samsung chce wystartować z seryjną produkcją baterii ze stałym elektrolitem

Dlatego, mimo rozwoju nowych technologii, kobalt nadal pozostaje jednym z najważniejszych surowców dla światowej elektromobilności.

Surowce krytyczne to nie to samo co pierwiastki ziem rzadkich

To jedne z najczęściej mylonych pojęć.

Pierwiastki ziem rzadkich to grupa 17 pierwiastków wykorzystywanych m.in. do produkcji magnesów stosowanych w silnikach elektrycznych czy turbinach wiatrowych.

Surowce krytyczne to natomiast znacznie szersza lista opracowana przez Unię Europejską. Znajdują się na niej wszystkie materiały niezbędne dla gospodarki, których dostawy mogą być zagrożone. Oprócz części pierwiastków ziem rzadkich są to również lit, kobalt, grafit, nikiel czy mangan.

Przeczytaj też: Wojna w Ukrainie to poligon doświadczalny dla baterii

Krótko mówiąc – każdy pierwiastek ziem rzadkich może być surowcem krytycznym, ale nie każdy surowiec krytyczny jest pierwiastkiem ziem rzadkich.

Europa dopiero buduje swoją niezależność

O tym problemie pisaliśmy już wielokrotnie na Green News.

Unia Europejska intensywnie poszukuje własnych źródeł surowców. Opisywaliśmy potencjał Ukrainy, która dysponuje jednymi z największych w Europie złóż litu, grafitu czy tytanu, choć część z nich znajduje się dziś na terenach objętych wojną.

Pisaliśmy także o Norwegii i złożu Fensfeltet – jednym z największych odkryć pierwiastków ziem rzadkich w Europie. To inwestycja, która może w przyszłości ograniczyć zależność od Chin. Problem w tym, że od odkrycia złoża do uruchomienia kopalni mija często kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat.

Przeczytaj też: Sprzedaż elektryków w Polsce szoruje po dnie. Tak źle nie było dawno

Dlatego decyzja Konga pokazuje coś znacznie ważniejszego niż tylko zmianę przepisów eksportowych.

Transformacja energetyczna nie zależy wyłącznie od technologii. Równie ważne są geopolityka, dostęp do surowców i kontrola nad globalnymi łańcuchami dostaw. Bez nich nie powstaną baterie, samochody elektryczne, magazyny energii ani turbiny wiatrowe.

Na podst. Reuters, Financial Times, World Bank

Zdj. Kaysha on Unsplash

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies