Partnerzy strategiczni
Orlen
Flota szyta na miarę: dlaczego jeden napęd to za mało

Transformacja flot to już nie „albo–albo”. Firmy coraz częściej łączą różne napędy, wybierając je pod konkretne zadania – i właśnie w tym tkwi dziś największa efektywność

Transformacja flot firmowych coraz rzadziej przypomina dziś prostą wymianę jednego typu napędu na inny. W teorii scenariusz jest prosty – spalinowe auta zastępują elektryczne. W praktyce okazało się, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona. Dlatego coraz częściej mówi się o podejściu Multi Pathway, rozwijanym m.in. przez koncern Toyota – czyli o równoległym wykorzystaniu różnych technologii, zamiast stawiania wszystkiego na jedną kartę.

Trudno się temu dziwić. Floty działają w bardzo różnych warunkach. Samochód handlowca, który porusza się głównie po mieście, ma zupełnie inne zadania niż auto pokonujące codziennie trasy między miastami czy samochód dostawczy pracujący praktycznie bez przerw. Do tego dochodzą kwestie infrastruktury – dostęp do ładowarek wciąż nie jest równomierny – oraz czysto biznesowe kalkulacje: koszt paliwa, energii, serwisu i przestojów.

W efekcie zamiast jednego rozwiązania mamy dziś miks: hybrydy, plug-iny, samochody elektryczne, a w dalszej perspektywie także wodór. I to nie są technologie konkurencyjne, tylko uzupełniające się. Kluczowe pytanie nie brzmi „co jest najlepsze”, tylko „co sprawdzi się w tej konkretnej pracy”.

Hybrydy – cicha rewolucja, która już się wydarzyła

Niemal niedostrzegalnym elementem tej zmiany są hybrydy. W wielu firmach to już etap zamknięty – przesiadka z klasycznych aut spalinowych odbyła się bez większego zamieszania. Bez budowy infrastruktury, bez rewolucji w sposobie użytkowania.

Efekty są dość powtarzalne: niższe spalanie, realny spadek emisji CO₂ i – co dla firm kluczowe – brak istotnego wzrostu kosztów całkowitych. Nie ma w tym zaskoczeń, że w rozwiązaniach flotowych emisję udało się ograniczyć nawet o 57 proc., przy zachowaniu bardzo podobnego budżetu operacyjnego.

Do tego dochodzi coś, czego nie widać w excelu: stabilność. Hybrydy są przewidywalne w eksploatacji, mają długie interwały serwisowe (zwykle co 15 tys. km lub raz w roku), a ich układy napędowe uchodzą za jedne z najmniej awaryjnych w swojej klasie. Dla firmy to oznacza jedno – mniej nieplanowanych przestojów.

I co ważne: rozwój elektromobilności wcale nie oznacza końca hybryd. W wielu zastosowaniach – szczególnie przy trasach mieszanych – to nadal najbardziej racjonalny wybór.

Elektryki – tam, gdzie mają sens biznesowy

Samochody elektryczne rosną w siłę, ale w bardzo konkretnych obszarach. Najlepiej odnajdują się w ruchu miejskim i regionalnym – tam, gdzie dystanse są przewidywalne, a auto wraca do bazy i może się ładować.

W takich warunkach rzeczywiście zaczynają wygrywać: koszt energii jest niższy niż paliwa, serwis prostszy (mniej elementów eksploatacyjnych), a same auta dobrze wpisują się w polityki ESG firm.

Nie zmienia to jednak faktu, że w trasach długodystansowych czy przy intensywnej eksploatacji nadal pojawiają się ograniczenia – głównie infrastrukturalne i czasowe. I właśnie dlatego Multi Pathway nie polega na zastąpieniu jednego napędu drugim, tylko na ich łączeniu.

W tle pozostaje jeszcze wodór – dziś bardziej jako kierunek rozwoju, szczególnie dla transportu ciężkiego, niż rozwiązanie gotowe do masowego wdrożenia.

Dostawcze: tu liczy się każda godzina postoju

Jeśli gdzieś koszty błędnych decyzji widać najszybciej, to w segmencie samochodów dostawczych. Tu nie chodzi tylko o spalanie czy ratę leasingu, ale o coś prostszego: czy auto jeździ, czy stoi.

Dlatego tak duże znaczenie mają warunki gwarancyjne. W przypadku programu Toyota Professional firmy dostają m.in. gwarancję do 3 lat lub nawet 1 mln kilometrów – co istotne, obejmującą także zabudowy, np. chłodnicze. To wyraźnie więcej niż standard rynkowy, który często kończy się po dwóch latach.

W praktyce oznacza to mniejsze ryzyko kosztownych napraw i większą przewidywalność działania. Do tego dochodzi gwarancja mobilności – czyli realne zabezpieczenie ciągłości pracy.

Ekosystem zamiast pojedynczego auta

Coraz częściej flota nie jest już „zbiorem samochodów”, tylko usługą. Firmy chcą mieć jeden punkt kontaktu i przewidywalne koszty, zamiast zarządzać osobno zakupem, finansowaniem, serwisem i ubezpieczeniem.

Wokół marek Toyota i Lexus zbudowano model, który to umożliwia. Zakup auta to tylko początek – dalej pojawia się finansowanie (leasing, kredyt), wynajem długoterminowy wynajem długoterminowy w KINTO One, ubezpieczenie z naprawami w ASO i pełna obsługa serwisowa w sieci dealerskiej. Przy wyborze aut z wtyczką – firma może pomóc w wyborze i instalacji urządzeń do ładowania i rozliczania energii.

Z punktu widzenia firmy to po prostu mniej operacyjnego chaosu.

Gwarancje i serwis – liczby, które robią różnicę

Dla użytkownika flotowego często ważniejsze niż katalogowe spalanie są konkretne zapisy w umowie. I tu pojawiają się twarde dane:

  • 3 lata gwarancji fabrycznej,
  • do 5 lat ochrony na kluczowe komponenty napędu,
  • 8 lat gwarancji na baterię (z możliwością wydłużenia nawet do 10 lat lub 1 mln km przy spełnieniu warunków),
  • program Toyota/Lexus Relax – ochrona do 10 lat lub 185 tys. km,
  • 12 lat gwarancji na perforację nadwozia,
  • gwarancja mobilności przez cały okres użytkowania przy serwisowaniu w ASO.

Do tego dochodzą wspomniane interwały serwisowe – zazwyczaj co 15 tys. km lub raz w roku – które pozwalają dość precyzyjnie zaplanować obsługę floty.

W przypadku samochodów zelektryfikowanych szczególnie istotna jest kwestia baterii. Tu producenci coraz wyraźniej wychodzą naprzeciw obawom firm – w praktyce w Toyocie i Lexusie oznacza to nawet do 10 lat ochrony lub przebiegi sięgające 1 mln km, pod warunkiem spełnienia określonych warunków serwisowych i kontroli stanu baterii. Z punktu widzenia floty to bardzo konkretna zmiana: element, który jeszcze niedawno był największą niewiadomą, staje się przewidywalny w całym cyklu życia pojazdu.

W praktyce to właśnie te elementy decydują o całkowitym koszcie użytkowania. Nie sama cena auta, ale to, co wydarzy się przez 3, 5 czy 10 lat jego pracy.

Multi Pathway, czyli zdrowy rozsądek

Cała idea Multi Pathway sprowadza się do czegoś dość prostego: zamiast jednej odpowiedzi na wszystkie pytania – kilka dobrze dobranych rozwiązań.

Dla firm oznacza to większą kontrolę nad kosztami, mniejsze ryzyko i możliwość dopasowania floty do realnych potrzeb, a nie do założeń z prezentacji. Hybryda tam, gdzie liczy się uniwersalność. Elektryk tam, gdzie ma sens operacyjny. Dostawcze z maksymalnym zabezpieczeniem tam, gdzie każda godzina postoju kosztuje.

I chyba właśnie dlatego ten model się przyjmuje – bo nie próbuje zmieniać rzeczywistości na siłę, tylko się do niej dopasowuje.
Zdj. mat. prasowe Toyota Motors Europe

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies